FOTORELACJA ROSJA 2007

 

1 dzień, Motocykl Honda Transalp XL650V rok produkcji 2002. 4 sierpień, sobota, 1155 stan licznika 18060 km, deszcz leje od rana czekanie w domu na przejaśnienie nie ma sensu. Za Chełmem deszcz przechodzi w ulewę, wypełnienie karteczki emigracyjne zrobionej chyba z papieru toaletowego na granicy w czasie deszczu jest kłopotliwe ale udaje się. Przejazd przez granicę zajmuje nam pół godziny. Deszcz leje do Kowla, w Sarnach droga na Kijów zamknięta ale ignorujemy to i jedziemy prosto. Po 50 km zatrzymuje nas milicja ale po krótkiej rozmowie nie biorą ani grosza i pozwalają jechać dalej. Błotnymi drogami omijamy rozebrane mosty i dojeżdżamy do maszyny rozścielającej beton na całej szerokości drogi. Za 10Hr pracownik pozwala na przejazd obok maszyny świeżym nie ubitym poboczem szerokości 1m nad bagnem które jest 2 m niżej. Po 5 km zatrzymuje nas milicja i po długich targach i pobraniu po 10$ od łba pozwala jechać dalej drogą w remoncie. Prosta ma ponad 50km dobrego asfaltu a potem stoi następna maszyna do betonowania. Nie ryzykujemy jechać dalej koło maszyny bo pewnie znowu zapłacimy po 10$. Skręcamy w prawo do Małynia a tam miejsc w hotelu „niet” a jest 10 w nocy. Jedziemy dalej do Radomyśla i tam w hotelu za 100 Hr nocujemy. Parking dla motocykli jest na podwórzu hotelowym zamykanym metalową bramą. Stan licznika 18601 km. Przejechaliśmy 541 km.

 

2 dzień,  5 sierpień,  niedziela, 1100 dzień słoneczny, jedziemy do Kijowa, przed miastem milicyjna kontrola dokumentów, w Kijowie zauważamy totalne zdziczenie kierowców, dominują ci w dużych autach z czarnymi szybami, nawet przednie szyby mają czarne, większość luksusowych aut to BMW czyli Buraka Marzenie Wypełnione. Właściciele luksusowych aut ubierają się w stroje do gry w tenisa a myślałem , że chodzą w garniturach. W centrum miasta duży ruch samochodów a kierowcy na skrzyżowaniach nie szczędzą sobie epitetów. Używanie sygnałów dźwiękowych jest nagminne. 3 godziny w mieście i jedziemy dalej, tuczący posiłek za 80HR w knajpie dla gangsterów na wylocie z Kijowa i jedziemy dalej do Charkowa. Temperatura powietrza ponad +300C. Odpoczywamy w majątku Wielka Krucza z 17 wieku, teraz właścicielem majątku jest kolega prezydenta Ukrainy co można zobaczyć na specjalnym folderze dla gości, nocleg 100Hr, szklanek do piwa brak i piwo pijemy z małych szklaneczek.

  Takie samochody nie są rzadkością na Ukrainie. Ten ma malowanie na zamówienie.

 

Do tego majątku przyjeżdżają na polowania bogaci Ukraińcy a Rosjanie przylatują wodnopłatami. Na co dzień gości tam ukraińska młodzież wydając tam dużo pieniędzy za mało komfortową obsługę, która jest tam od kilkudziesięciu lat w niezmienionym składzie. Spotykamy tu kierowcę z Białegostoku, który wozi gazy szlachetne z Doniecka, udziela nam kilku cennych wskazówek jak radzić sobie na drogach Ukrainy podczas podróży. Stan licznika 18906 km. Przejechaliśmy 305 km.

 

3 dzień,  6 sierpień,  poniedziałek, 1100 dzień słoneczny, robotnicy pracujący przy renowacji budynków majątku oglądają nasze motocykle i mają bardzo dużą wiedzę na temat zalet transalpa, oni jeżdżą na iżach bo innych motocykli nie można tam kupić za rozsądną cenę. Droga do Charkowa w remoncie i nie daje się szybko jechać. Przy drogach babcie sprzedają produkty rolne i owoce. Przy stanie licznika 19050 km uszkodził się kasownik licznika przebiegu dziennego. Temperatura powietrza ponad +300C. Przy wjeździe do miasta stoi drewniana beczka na kółkach z kwasem chlebowym, który można kupić w plastykowym kubeczku jednorazowym. Koło dworca kolejowego zagaduje do nas emerytowany as lotnictwa pułkownik Armii Czerwonej, który latał nad Dreznem 5 lat przed upadkiem NRD. Chyba źle latał bo NRD jednak padło. Teraz zajmuje się medycyną tybetańską i mówi, że jak będziemy mieli jakieś problemy z policją to należy od razu do niego dzwonić. Wymieniamy się wizytówkami i na odchodne pokazuje parkingowemu legitymację asa lotnictwa i zabrania mu pobierania od nas opłaty, jak poszedł do stacji metra to dałem po kryjomu chłopakowi pieniądze za parking bo widziałem rozpacz w jego oczach. Chłopak z niedowierzaniem wziął pieniądze. Jazda po Charkowie jest bardzo niebezpieczna bo ulice mają wiele dziur a torowiska tramwajowe to istne wertepy. Na prawym pasie nie wolno stawać przy czerwonym świetle bo zaraz trąbią ci co chcą skręcić w prawo. . Po godzinie jedziemy do przejścia granicznego z Rosją.  Za miastem młodzi kierowcy drogich aut wyprzedzają te tańsze jadąc szutrowym poboczem albo płytkimi rowami lub po zaoranym polu. Na granicy ukraińsko rosyjskiej odprawa zajmuje nam 2 godziny, mamy gotówkę, musimy wykupić tutejsze rosyjskie ubezpieczenie drogowe, wypełnić starannie deklarację celną, wyrobić dokumenty czasowego wwozu motocykli. Obsługa na przejściu jest bardzo miła ale powolna. Udzielają porad jak wypełniać dokumenty graniczne. W Rosji niespodzianka, paliwo po 2 PLN za litr. Wjeżdżamy do Biełgorodu i znajdujemy hotel, który niebawem zostanie oddany do użytku, szybko wyposażają nam pokój i możemy iść do hotelowej knajpy na kolację. Wymieniamy 50$ jak się potem okazało u syna generała aby w knajpie nie zabrakło nam kasy.

Właścicielem hotelu jest generał lejtnant w stanie spoczynku, który ma duże wpływy w tutejszym środowisku. Motocykle na parkingu hotelowym pilnowane są przez małego pieska, który biega po parkingu uwiązany łańcuchem do druta rozciągniętego po przekątnej placu. Stan licznika 19309 km. Przejechaliśmy 403 km.

 

4 dzień,  7 sierpień,  wtorek, 1100 Po śniadaniu chcemy wymienić dolary aby zapłacić za posiłek. Nikt nie chce od nas dolarów a generał nakazuje kelnerce zapisać śniadanie na jego koszt (800Rb). Na pożegnanie mówi, że pieniądze przydadzą nam się w drodze. Żegnamy się na misia i jedziemy do bankomatu aby mieć gotówkę na paliwo i jedzenie w czasie podróży. 100Rb = 11PLN. Po zatankowaniu do pełna obieramy kurs na Woroneż. Temperatura powietrza ponad +350C.

Po drodze do Woroneża mijamy pola bitwy pod Kurskiem i nowoczesne sady jabłoniowe gdzie jabłka mają normalną wielkość a nie jak dotychczas były wielkości orzechów.

 Droga do Woroneża jest trochę monotonna ale interesująca dla jadącego nią pierwszy raz. W Woroneżu przejeżdżamy przez Don, który tutaj już ma odpowiednią szerokość i jest bardzo malowniczy, zdjęć z mostu nie da się zrobić bo duży ruch uniemożliwia zatrzymanie się.

Nagle droga wylotowa z miasta wyprowadza nas do środka targowiska a potem na szeroką szosę pokrytą cienką warstwą piasku, dobrze że nie pada bo po takiej mazi nie dałoby się jechać motocyklem, potem jedziemy przez ogródki działkowe i wyjeżdżamy za miasto gdzie zza stojącego na skrzyżowaniu kraza wyjeżdża na mnie łada, jechałem powoli na 3 biegu więc tylko dodałem gazu a łada przejechała w poprzek drogi za moim tylnym błotnikiem. Było trochę gorąco. Nocujemy w mieście Anna za 400Rb od łba, w hotelu jest nowa restauracja, której właścicielem jest kark a my jesteśmy pierwszymi gośćmi. Tutaj też meldujemy się na terenie Rosji bo wymaga tego tutejsze prawo. W hotelu każde piętro ma kierowniczkę, która sprzedaje alkohole, piwo, wodę, gorącą herbatę i pilnuje spokoju gości hotelowych. Motocykle zostawiamy u gospodyni obok na podwórzu za bramą z tabliczką „Pies w obejściu”, 50Rb za motocykl. Internetu niet.  Stan licznika 19692 km. Przejechaliśmy 383 km.  

 

5 dzień,  8 sierpień,  środa, 1100. Z rana kierujemy się na Saratow. Temperatura powietrza ponad +350C. W tych stronach nowe domy mają dachy mansardowe jest to brzydkie ale praktyczne. Coś za coś. Przejeżdżamy Wołgę, most ma kilka kilometrów długości i aby coś zobaczyć całą długość mostu przejeżdżam na stojąco. Na przyczółkach mostu stoi milicja i pilnuje wjazdu z obawy przed zamachowcami. Potem jedziemy do miasta Engels aby wylądować w miejscowości Marks gdzie jest zajazd prowadzony przez Gruzinów. Właściciel zajazdu ma najdroższego mercedesa nówkę jaki udało mu się ostatnio kupić w Moskwie. Do ciemnej nocy siedzi w aucie i bawi się różnymi przyciskami  oraz słucha muzyki z radia i ma włączony system nawigacyjny. Numer rejestracyjny ma 0001 bo ma układy w urzędzie. Na nasze powitanie częstuje nas gratisowo piwem produkcji słowackiej bo wg niego jest najlepsze. W zajeździe nie ma nawet normalnego telefonu o internecie nie wspominam. Tutejsze toalety mają tabliczki z informacją aby zużyty papier toaletowy wrzucać do wiader a nie do sedesu. Papier toaletowy to odrębny temat, do masy papierniczej podczas produkcji tegoż papieru nie dodają flokulantów i przez to papier jest gruby, ma wiele dziurek i jest nieprzyjemny w dotyku. Na granicy miasta DPS-owiec cały czas obserwuje przez lornetkę nadjeżdżające auta i wybiera te co trzeba zatrzymać do kontroli. Auta do kontroli zatrzymuje funkcjonariusz biało czarną pałką. Stan licznika 20193 km. Przejechaliśmy 501 km.  Pękła wreszcie w Rosji magiczna liczba 500.

 

6 dzień,  9 sierpień,  czwartek, 1100. Rano ja wyjeżdżam pierwszy bo kolega długo zapina guziki w kurtce i zatyka uszy zatyczkami a upał jest potworny i tylko jazda na motocyklu daje trochę chłodu. Temperatura powietrza ponad +350C. Stoję w cieniu pod drzewem za miastem.

Ruch na drodze na razie mały za to dużo straganów z suszonymi rybami i świeżymi czerwonymi rakami.  Po pół godzinie pojawia się spocony kolega bo jak zwykle przy wyjeździe z miasta pomylił drogi. Z naprzeciwka nadjeżdżają terenowe samochody z wyposażeniem do jazdy po wertepach Syberii i pozdrawiają nas machając rękami. Widzimy też pierwszego ridersa na motocyklu z kuframi i ekwipunkiem turystycznym do dalekich wojaży. Na stacjach paliw najpierw trzeba otworzyć wlew paliwa włożyć tam końcówkę nalewaka i pójść do kasy i zapłacić za 10 litrów paliwa bo następna wielkość sprzedażna to 20 litrów. Po opłacie paliwo samo zaczyna wypływać z węża do baku bo króciec nie ma zaworu odcinającego. Pieniądze wkłada się do naciętej od góry rury, którą wysuwa ze ściany sprzedawca siedzący za pancerną czarną szybą. Resztę wydaje w ten sam sposób i trzeba pilnować się aby wiatr nie zdmuchnął banknotów w pole. Drogą P226 przez Czapajewsk jedziemy do Samary. W Samarze też drogi dziurawe ale dworzec kolejowy mają nowoczesny i piękny, bilet samolotem do Moskwy kosztuje tutaj tylko 1500Rb. Zaczepia mnie miejscowy gość i opowiada jak 30 lat temu na jawie jeździł na urlop do Soczi, zajęło mu to 2 i pół dnia w jedną stronę. Z Samary wyjeżdżamy na słynną M5 i jedziemy dalej w kierunku Uralu, jedziemy za szybko i na rogatkach miasta zatrzymuje nas DPS do kontroli, pytają czy Polska była w ZSRR, powiedziałem że tak. Pokazałem nasze prawo jazdy zapytali czy to międzynarodowe, potwierdziłem że tak. Zapytali dla pewności czy u nas są takie same litery jak u nich (co też potwierdziłem) i puścili nas dalej bez nakładania kary.

Przede mną w kamazie wystrzeliwuje opona w przyczepie i auto zaczyna jechać slalomem a potem hamuje. Na przydrożnym parkingu spotykamy milicjanta DPS, który wraca od rodziny ze Lwowa, podróżuje z całą rodziną GAZelem bo w tym aucie można spać podczas podróży, na wszelki wypadek ma na sobie bluzę DPS-a aby chronić się w ten sposób przed kontrolami. W przydrożnych barach żywimy się na przemian borszczem, solianką i pielmieni. Cena zestawu obiadowego ok. 90Rb lub trochę więcej. Temperatura powietrza spadła do 200C. Nocujemy w zajeździe za miastem Suchodół po lewej stronie. 500Rb od łba. Polscy kierowcy wożący żywność do Kazachstanu zdrowo popijają na parkingu a potem zaczepiają miejscowych i naśmiewają się z nich. Stan licznika 20688 km. Przejechaliśmy 495 km. 

 

7 dzień,  10 sierpień,  piątek, 1100. Rano na parkingu trampek ma powodzenie u dam, które jadą autokarem wycieczkowym i każda robi sobie fotkę na motocyklu, część wycieczkowiczów jest trochę podchmielona i koniecznie chcą pojeździć na trampku czego stanowczo odmawiam. Nadjeżdża z kierunku Ufy motocyklista na 20 letnim Czoperze Yamaha, jedzie do pracy w kierunku Moskwy, nie ma mapy a tylko kieruje się znakami drogowymi. Dobra metoda jeżeli jest się spostrzegawczym. Motocykl ma w bardzo dobrym stanie technicznym, kupiony w Japonii, ubranko też ma bardzo przyzwoite z porządnej skóry. Bagaż to tylko plecak na tylnym siedzeniu. Do tej pory zarabiał ok. 12000Rb i ma nadzieję na lepiej płatną pracę w jakiejś dużej firmie.  Ruszamy w kierunku na Ufa drogą przez Ural Południowy. Ruch tutaj jest bardzo duży, nawet w nocy. Przy drogach dużo stacji paliw, warsztatów wulkanizacyjnych, warsztatów naprawiających samochody bez podziału na marki. Jak warsztat ma spawarkę to zawsze jest to napisane na szyldzie. Tędy jeździ wszystko co produkują na świecie.  Podjazdy pod górę mają po kilka kilometrów długości i tutaj widać zaletę trampka przy wyprzedzaniu pod górę. Włącza się trójkę, rozpędza do maksymalnej prędkości i po wyprzedzeniu kilku ciężarówek trzeba gwałtownie zahamować aby schować się między samochody, kierowcy są wyrozumiali i robią miejsce.

Na jednym bardzo długim podjeździe postanawiam wyprzedzić wszystkich hurtem prawym poboczem po szutrze, w połowie góry dostrzegam po drugiej stronie drogi DPS-ów w ładzie, zauważyli nas, włączyli sygnały i ruszyli w pogoń za nami lewym pasem pod górę, nie było jak się schować i w lesie przy zjeździe w dół dopadli nas bo kolumna samochodów jeszcze wjeżdżała pod górę. Kolega próbował tłumaczyć, że zjechał na pobocze za własną potrzebą ale wyśmiali go i zagrozili więzieniem i zabraniem prawa jazdy. Ja przyznałem się do winy i zaproponowałem po 10$ od łba co po długim namyśle przyjęli. Kazali tylko pilnować się w Tatarstanie bo tam milicjanci są bardziej surowi i biorą więcej.

Tatarstan to kraj bogaty ale ludzie mieszkają dość skromnie i ma lepsze drogi niż w Rosji a DPS nawet na nas nie chciał patrzeć, dużo tu pomp tzw. kiwaków do wydobywania ropy, są też nowoczesne wiatraki do produkcji prądu. Proste długie odcinki dróg kuszą kierowców kamazów do rozwijania dużych prędkości co wielu z nich przepłaca dachowaniem w polu. Opony wystrzeliwują im często. Na przydrożnym parkingu przed Ufą spotkałem ludzi z dalekiej północy, którzy wracali z Soczi nową wołgą, dziennie przejeżdżali w upalny dzień 1000 km autem bez klimatyzacji, z kotkiem na smyczy w środku. Zapytali mnie co nam zrobili DPS-owcy jak nieprawidłowo wyprzedzaliśmy ich pod górę bo widzieli cały pościg, jak opowiedziałem sposób załatwienia sprawy to bardzo śmiali się. Wszyscy napotkani dotąd ludzie okazali się być bardzo sympatyczni i rozmowni. Zaczyna padać deszcz ale ja mam ubranko, które w deszczu nie przemaka i nie muszę się dodatkowo ubierać. Ufę mijamy obwodnicą chociaż as lotnictwa z Charkowa polecał nam odwiedzić tam jego znajomą, która miała nas ugościć i podleczyć tybetańskimi metodami

. Za to za miastem spotykamy bardzo gościnnego kierowcę mini ciężarówki z Siedlec, który poczęstował nas kawą i trochę pogadaliśmy. Wracał z Kazachstanu i narzekał na tutejszy DPS, okazało się że też jest motocyklistą i po drodze ma zamiar w Rosji kupić stary motocykl.

 Zawitali też do nas na parking młodzi tatarscy motocykliści na iżu planeta z hamulcem tarczowym. Przyjechali do rodziny na wakacje.

Długo nie można rozmawiać bo hałas przy drodze jest dokuczliwy. Tą drogą handlarze samochodami często ciągną używane auta z Władywostoku, auta są na sztywnym holu bez kierowcy a przody mają obite sklejką aby kamienie spod kół holującego samochodu nie obijały lakieru. Auta pochodzą z Japonii bo tam są tanie i nikt tego nie chce brać od nich bo kierownice mają po prawej stronie.

Nerwowi kierowcy pustych wywrotek wyprzedzają załadowane ciężarówki po prawej stronie, szutrem wzbijając w powietrze wielkie chmury kurzu wtedy na drodze nic nie widać. Długie podjazdy i takie same zjazdy to rzecz normalna. Wieczorem zaczyna lać jak z cebra więc rozglądamy się za noclegiem, który wreszcie znajdujemy 75 km za Ufą naprzeciwko posterunku DPS. Koleiny w asfalcie wypełnione wodą są niebezpieczne a do tego mogą trafić się głębsze dziury. Jesteśmy już w Baszkirii. Wielka tablica informuje, że Baszkiria jest w unii z Rosją już 450 lat. Motocykle nocują w zamykanym garażu do którego jest wjazd po dostawionej desce. Gościnny Baszkir częstuje nas kolacją składającą się z szaszłyka i piwa za 350Rb od pyska a w siebie wlewa na 2 razy pół litra wódki, my po kolacji popijamy piwo na ganku pod hotelem bo ciągle pada. Młody Ormianin pracujący w hotelu ustawia mi telewizor z programem Polsatu ale jak zobaczyłem w nim znanego pajaca prowadzącego program rozrywkowy to kazałem mu przełączyć na coś innego i wyszedłem z hallu. Młody nie mógł zrozumieć o co mi chodzi.

 

 

Wioski baszkirskie są skromniejsze niż w Tatarstaniea domy pamiętają czasy Wielkiej Rewolucji.

W hotelu nie ma wody bieżącej tylko jest w wiadrach ale nie nadaje się do picia. Stoimy na ganku bo pada dalej i naraz słyszymy polską rozmowę, z lasu wyszło małżeństwo z rowerem objuczonym do granic możliwości. Idą już 2 tygodnie przez wioski Baszkirii i podziwiają ten kraj, miejscowi częstowali ich miodem i podejmowali noclegiem w swoich chatach jednoizbowych. Na piechotę obeszli już kawał Europy teraz przyszła kolej na Baszkirię. Mają po ok. 70 lat i są z Wrocławia.

 Dzielni ludzie z pasją włóczęgostwa. W zajeździe miejsc już nie ma więc proponuję im nocleg w naszym pokoju gdzie jest trzecie łóżko. Baszkir kasuje ich jak za normalny pokój i wlewa w siebie drugą półlitrówkę zagryzając to szaszłykiem. Szaszłyki są smaczne a produkuje je Młody Ormianin. Pod zajazd podjeżdża auto z ciemnymi typami, z zajazdu wychodzi Baszkir i kark, interes ubijają w nieoświetlonej części placu i karki odjeżdżają. Tutaj dowiaduję się o wielkiej tragedii jaka rozegrała się 26 km stąd na magistrali transsyberyjskiej w końcu czerwca w 1989 roku. Do tej pory prawda nie ujrzała światła dziennego.

 Zginęło 726 osób w tym wiele rodzin. Jest tam pomnik z nazwiskami ofiar i grób niezidentyfikowanych ofiar. Stan licznika 21103 km. Przejechaliśmy 415 km.

 

  8 dzień,  11 sierpień,  sobota, 900. Rano jadę ze starszym bratem właściciela zajazdu na miejsce wielkiej katastrofy kolejowej gdzie w kilka minut zginęło 726 osób, zostawiamy tam kwiatki i spotykamy kobietę, która codziennie siedzi tam w zadumie.

 Podczas wymijania się 2 Transsibów Adler nastąpił potężny wybuch, specjaliści stwierdzili wybuch gazu który ulatniał się z podziemnego gazociągu biegnącego koło torowiska. Brat właściciela opowiada jak 5 lat temu samolot z młodymi Baszkirami spadł nad Niemcami po zderzeniu z samolotem pocztowym. Jedziemy dalej, ruch na drodze nie ustaje, za ok. 150 km Azja. Przy drodze jest dużo straganów z miodem w różnych gatunkach i kolorach. Na przydrożnych parkingach można kupić znaną u nas chińszczyznę, latawce, pontony, atlasy samochodowe, złoto i inne pierdoły. Na wybojach drogi uralskiej odpięła mi się butelka z olejem i poleciała do rowu. Odkręcił mi się naciąg łańcucha tzn. 2 nakrętki z kontrą i odpadła na szosę aluminiowa podkładka prostokątna która pozwala równomiernie naciągnąć łańcuch. Poluzował się uchwyt dźwigni sprzęgła i musiałem śrubokrętem dokręcić ponownie cały zacisk. Tutaj remontują ciągle drogi i przez to są korki ale można prawym poboczem wszystkich omijać i stawiać się na początku kolumny, kierowcy są wyrozumiali. Prawostronni kierowcy mają patenty na wyprzedzanie pod górę samochodem z japońską kierownicą. Na drodze przez Ural wszyscy się szanują bo do najbliższego punktu medycznego jest niekiedy i 200 km a karetki pogotowia mają już swoje lata. Po drodze przed granicą z Azją jest mniej barów więc kelnerki nie starają się za bardzo i potrafią widelec rzucić prosto w talerz konsumenta, robią to celnie. Mogą też rzucić łyżkę do drugiego dania jak nie ma widelca.

Przed Azją jest góra, z której widać w dole miasto Złotousty i tam wszyscy zatrzymują się aby zrobić zdjęcia. No, nie wszyscy. Kolega bawi się z psem trąbiąc na niego a pies szczeka na niego.

Ja też nie odpuszczam i fotografuję ten dziw natury. Kolumny samochodów jadą tu żółwim tempem.

Na granicy z Azją trafiam na wesele mieszkańców Złotoustego i trampek znowu występuje w roli głównej. Państwo Młodzi robią sobie zdjęcia przy motocyklu a ja to fotografuję z boku.

Gdyby nie brak czasu zabalowalibyśmy tam kilka dni. Tutaj wieją bardzo porywiste wiatry a chmury przesuwają się z prędkością nie spotykaną u nas.  50 km przed Czelabińskiem jechaliśmy w szpalerze milicji. Drogi do małych miejscowości były przekopane aby nikt nie wjechał na szosę a przy każdym przekopie stał milicjant z radiem w garści. Reszta milicjantów gotowa do interwencji prażyła się we wnętrzach autobusów. Po tygodniu w tamtejszej TV powiedzieli, że ichni prezydent bawił w tamtych stronach na poligonie.

Susza i podlewanie warzyw w tym regionie to normalny widok. Z Czelabińska pojechaliśmy do Jekatierynburga, nocowaliśmy w nowym zajeździe 80 km przed miastem. Zajazdem dowodzi chyba jakiś wojskowy bo bardzo nam się przyglądał jak poruszaliśmy się po obiekcie. To już trzeci nowo otwarty zajazd w którym nocowaliśmy i dla tego było bardzo tanio. 450Rb za łba. Motocykli za 50RB pilnował nam człowiek który 8 lat siedział za zabójstwo w afekcie. Zabił żonę jak przyłapał ją z sąsiadem. Zrobił to jak miał 27 lat. Podczas wypadku transsibów w Baszkirii oddał krew rannym ofiarom katastrofy. Wokoło dużo jezior i komary zaczynają dokuczać.

Wieczorem uszkodził mi się telefon komórkowy i nie można było mieć kontaktu z rodziną. Sms-y dawało się wysyłać z pożyczonego aparatu ale zatelefonować już nie. Stan licznika 21615 km. Przejechaliśmy 512 km.

 

9 dzień,  12 sierpień,  niedziela, 1100. Jest chłodno ok. +120C. Kontrola DPS przy wjeździe do miasta i pytanie czy nie mamy świerszczyków na sprzedaż.

Mają tu w DPS motocykl Ural z elektrycznym starterem, którym przez 2 lata przejechali 695 km.

 

Na skrzyżowaniu podczas omijania torów tramwajowych kolega jadący z tyłu wpada na mnie i przygniata do asfaltu i szyn tramwajowych po których sunę razem z nim i moim motocyklem kilka metrów.

Lewy bok ubrania bez szwanku przetrwał szlif, gmole ocaliły lewą stronę motocykla. Mam przepaloną prawą nogawkę w okolicy kolana lewą rurą wydechową boxera.

To efekt poszukiwania bankomatu motocyklem a chciałem to zrobić na piechotę ale kolega jak zwykle był uparty i postawił na swoim. Skończyło się fatalnie.

 

Potem na następnym skrzyżowaniu ja skręcam w prawo bo zobaczyłem strzałkę do bankomatu a kolega tradycyjnie zajął się wyprzedzaniem aut aby pokazać wzystkim zalety boxera i pognał prosto. Szukałem go po Jekatierynburgu przez 5 godzin. Jazda bez lewego lusterka po mieście była bardzo uciążliwa.

Centrum Jekatierynburga to wielki plac budowy gdzie kierowca marszrutki zarabia 18 000Rb. Brak rąk do pracy. Place budowy nawet w niedzielę nie pustoszeją. Tutaj pracują na budowach na okrągło. W miejscowej TV mnóstwo ogłoszeń z ofertami pracy i wysokościami zarobków i stąd moja wiedza o zarobkach poszczególnych profesji. W pobliżu dworca kolejowego duży ruch mężczyzn jadących do lepiej płatnej pracy na północy kraju.  Miejscowi drogowcy na stary asfalt nakładają nowe warstwy asfaltu co kilka lat ale pokryw studzienek kanalizacyjnych nie podnoszą i raz mało nie przewróciłem się bo zabrakło mi podparcia pod prawą nogą jak zatrzymywałem się przed czerwonym światłem ale zdążyłem w ostatniej chwili dodać gazu i ominąć takie miejsce. Kupuję kartę za 300Rb i dzwonię do Adama z pożyczonego od taksówkarza telefonu komórkowego bo on ma w swoim aparacie moją kartę telefoniczną gdyż jego karta ma za mały abonament aby zaakceptował ją tutejszy system telefonni. Ot oszczędność.

 

Widok z hotelu na dworzec kolejowy. W hotelu jest Internet i kosztuje 100Rb za godzinę. Zameldowanie w hotelu wymaga zrobienia kilku kopii paszportu, kartki emigracyjnej a płacenie kartą wypukłą zajmuje pół godziny. Tym zajmują się recepcjonistki. Lusterka nie udaje mi się kupić. Na śniadanie szwedzki stół z bardzo smacznymi tutejszymi potrawami. Stan licznika 21755 km. Przejechaliśmy 140 km.

 

10 dzień,  13 sierpień,  poniedziałek, 1100. Jest chłodno ok. +90C. Przez Ural Środkowy ruch jest mniejszy. W barach jest czysto i porządek a jedzenie smaczne. Nareszcie jest prawdziwy sklep z częściami do motocykli i samochodów chociaż jest to w środku Uralu Środkowego.

Kupuję lusterko do łady za 68Rb i montuję je w miejsce zbitego dzień wcześniej w Jekatierynburgu. Właściciel sklepu i warsztatu samochodowego służył w wojsku naprzeciwko Suwałk i na lewiznę często przyjeżdżał zabawić się w Polsce, z żalem wspomina tamte czasy.

 

 Po obu stronach drogi przez ten fragment Uralu ciągną się bezkresne pola gdzie rosną dzikie zioła z których miejscowi robią lekarstwa a pszczoły miód. Zwierzyny łownej nie ma bo wszystko zjadane jest jak tylko podrośnie. Na kolejnym parkingu przydrożnym zatrzymuję się na kawę i pomagam kierowcy TIR-a naprawić oponę w którą wbił się gwóźdź. Wykręciłem wkręt z taboretu w barze i po wyjęciu gwoździa wkręciliśmy szybko w to miejsce wkręt, potem tylko dopompował powietrza i zadowolony pojechał dalej, do domu zostało mu 200 km. Jedziemy w kierunku Perm, po drodze mijamy malownicze wioski na Uralu.

Środkowy Ural nie ma stromych i długich podjazdów i droga tędy jest o wiele lepsza niż przez Ural Południowy.

 Opał na zimę już mają przygotowany i porządnie poukładany. Koło Perm są nowe estakady drogowe, część już oddana do użytku a reszta w budowie więc trzeba uważać na dziury w jezdni. Nowy most na Kamie robi wrażenie ale znowu nie daje się tego sfotografować bo ruch na nim jest duży a krawężniki mają pół metra wysokości.  Nocleg w Oczer 120km za Perm. Nocleg to 500Rb i bania za darmo. Pierwszy raz korzystałem z bani. Temperatura w bani ok. +45 - 500C. Stare domy tutaj są tanie i można je kupić za 50 000RB razem z działką. Miejscowy Dom dziecka oddaje do adopcji dzieci za granicę np. do Francji. Stan licznika 22229 km. Przejechaliśmy 614 km.

 

 

11 dzień,  14 sierpień,  wtorek, całodzienny odpoczynek w Oczer nad jeziorem zbudowanym 250 lat temu na polecenie Carycy Katarzyny.

Niestety Caryca nie odwiedziła efektu swego polecenia. Za to późniejsi następcy uszlachetnili jej projekt. Naprawiam naciąg łańcucha i oliwiarkę łańcucha bo zapchał się przewód do podawania oleju na łańcuch. W tym  mieście amerykańscy traktorzyści w 1922r z referencjami wodza Lenina szkolili swoich kolegów po fachu jak korzystać z traktora, upamiętnia to tablica na domu w centrum miasta. Jest tu też pierwszy sklep spożywczy samoobsługowy bo reszta to zakratowane wnętrza z otworami do podawania towaru. W każdym sklepie są liczydła z których wynik jest potem wklepywany do kasy fiskalnej. Działa bankomat i można wybierać pieniądze do woli. Na skwerku w samo południe w centrum miasta w cieniu drzew na ławeczce 2 młode bardzo ładne mamy osuszają połówkę gorzały popijając oranżadą miejscowej produkcji a dzieci aby nie darły mord, liżą lody. Zajmuje im to pół godziny.

Po jeziorze pływa statek zbudowany własnoręcznie przez kapitana. Budował go przez 3 lata z materiałów jakie zostały po upadłym kołchozie, silnik ma z traktora gąsienicowego, rewers zrobił sam. Ma stosowną licencję do wykonywania rejsów wycieczkowych po jeziorze. Godzinny rejs kosztuje 80Rb. Płyniemy tym statkiem, kapitan jest bardzo rozmownym człowiekiem, znającym dokładnie tutejszą historię miasta i okolic. W tych stronach dalej w modzie jest eternit do krycia dachów i ścian. Można wypożyczyć łódź wiosłową ale koledze nie chce się wiosłować. Komary są wszędzie. Wieczorem bania i długie, zakrapiane rozmowy w hoteliku z chłopakami którzy są z Perm a tutaj montują w banku klimatyzację.

Wnętrze bani z wyposażeniem.

 

12 dzień,  15 sierpień,  środa, 1100. Temperatura powietrza około +180C i jest pochmurno. Wyruszamy w kierunku na Iżewska. Znowu malownicza droga z licznymi zajazdami i stacjami paliw. Przez Iżewsk trzeba przejechać bo nie ma jeszcze obwodnicy. Dziury w asfalcie i rozwalone torowiska tramwajowe nie ułatwiają przejazdu motocykliście.

Tutejsze cmentarze są zarośnięte chwastami wysokimi na 1 metr. Na polach trwa jesienna orka, traktory gąsienicowe pamiętają jeszcze Breżniewa ale są sprawne. W wioskach ograniczenia prędkości do 40km/h i wszyscy tego przestrzegają. Domy swym wyglądem przypominają domki z rosyjskich bajek, przed każdym domkiem jest zgromadzony i starannie poukładany opał na zimę.

W Tatarstanie po południu dopadła nas ulewa ale schroniliśmy się na przystanku. Błyskawice rozświetlały zachmurzone niebo a po 20 minutach ulewa nagle skończyła się i wyszło słońce.

Nocleg 175km po lewej stronie drogi przed Kazaniem w zajeździe za 360Rb + 50 za motocykl. Zajazd jest tatarski. Prysznic jest w pokoju obok ale dodatkowo kosztuje 100Rb. Lokatorzy na czas wynajmu prysznica są wypraszani a szefowa wiesza na drzwiach kartkę z napisem „inspekcja technologiczna”. Można i tak. Stan licznika 22684 km. Przejechaliśmy 415 km.

 

 

13 dzień,  16 sierpień,  czwartek, 1100. Z rana tankowanie do pełna, zanim odebrałem resztę pieniędzy za paliwo to przez pomyłkę młody Tatar nalał sobie za moje pieniądze paliwa ale potem zwrócił mi kasę i trochę pogadaliśmy o urokach Tatarstanu.

Obok mnie tankował eleganckie auto 60 letni Tatar na wstępie przywitał  się i wypytał dokładnie ile mam lat czy jestem żonaty, skąd jadę i dokąd ile dni jestem w podróży i stwierdził, że on zamiast jeździć motocyklem woli leżeć w łóżku z młodą dziewczyną bo taka jest natura prawdziwego Tatara. Co kraj to obyczaj.

 

Droga prosta ażio horyzont. Nocleg 100 km przed Niżnym Nowgorodem po prawej stronie w zajeździe za 250Rb + 50 za motocykl. Tutaj kelnerką jest pani, której babka pochodziła z Polski a wyszła za mąż za Rosjanina. Wyróżnia się na korzyść swoją urodą spośród tutejszych kobiet. W barze dosiadł się miejscowy człowiek z prośbą aby postawić mu piwo. Nie odmówiłem bo facet wydał mi się ciekawym typem, ręce zadbane, maniery prosto ze świata innego niż tu obowiązują. Właśnie wyszedł z więzienia gdzie siedział 27 lat ale mimo moich nalegań nie chciał powiedzieć za co siedział, powiedział że nie chce do tego wracać. Tutejsza młodzież na noc schodzi się do zajazdu i przy śpiewach i dźwiękach gitary bawi się w altance do białego rana. Miejscowość nazywa się Lwowo. Młody DPS-owiec z który popiłem trochę piwa poradził mi abym z samego rana nie siadał na motocykl bo mogę mieć problemy po drodze. Zapewniłem go, że dzięki koledze który śpi codziennie do 1000 bo jest na urlopie nie grozi mi wcześniejszy wyjazd niż o 1100. To go uspokoiło. Na noc zabrali mi paszport bo takie tam są przepisy. Droga z Kazania do Niżnego Nowgorodu jest w stanie opłakanym. Tutaj na drogach pracują łopatami brygady kobiece od kilkunastoletnich panien począwszy po babcie w wieku emerytalnym. Stan licznika 23120 km. Przejechaliśmy 436 km.

 

14 dzień,  17 sierpień,  piątek, 1100. Obfite śniadanie w barze w postaci domowej produkcji dwóch porcji  pielmieni z kwaśną śmietaną. W Niżnym Nowgorodzie nad Oką upał, na termometrze przydrożnym wyświetlana jest temperatura +450C. Wąskie kufry (tylko 88 cm) pozwalają w upał przeciskać się między samochodami, najlepiej jest jechać powoli w cieniu ciężarówki.

 

 

 

W małych miasteczkach architektura z przedrewolucyjnych czasów zakłócana przez współczesne urządzenia.

Na jednym ze skrzyżowań stoi wojskowy autobus a kierowca korbą bezskutecznie próbuje uruchomić silnik, inni żołnierze też kręcą korbą ale auto nie chce zapalić. Z tyłu za autobusem stoi wojskowa sanitarka (jej też zgasł silnik a nie ma dziurki na korbę) z drugą sanitarką na holu z chorymi w środku a na dworze jest ponad +350C . Z Kazania do Moskwy droga dobra ale ruch jest tutaj duży. W lasach na poboczu stoją wojskowe cysterny z olejem napędowym po 11 Rb za litr. Kolega znowu zabłądził w Niżnym Nowgorodzie bo zaczął wyprzedzać wywrotkę w chwili gdy należało skręcić w prawo. Nie mam chęci robić pościgu za kolegą jadącym lewym pasem. Za miastem zauważyłem brak kolegi na szosie, półgodzinne oczekiwanie nie dało rezultatu. Dalej jadę sam bo stanie na słońcu zwala z nóg a drzew nie ma. Przed Moskwą szczęśliwie odnajdujemy się, odpoczywałem w barze między 1 i 2 kółkiem (czyli kolcem po tamtejszemu) po jeździe w upale. W barze słuchają tylko Grupy Butyrka. Jest chłodniej i naprawiam smarownicę łańcucha. Usłyszeliśmy kolejny raz potworny huk, to był wystrzał opony w kamazie, myśleliśmy że to bomba. Dalej w kierunku Moskwy nie ma już zajazdów aby przenocować. Znowu jedziemy razem i wjeżdżamy do centrum Moskwy. Robię zdjęcia bo zaraz zajdzie słońce. A kolega  znowu zniknął, zapaliło się zielone więc pognał prosto a należało skręcić w lewo.

Wieczorem spacer motocyklem po Moskwie i wyjazd na drogę M03 Ukraina w kierunku na Kijów. Za Moskwą Hotel Ruś 1350Rb, zameldowanie w stylu amerykańskim i można iść do sklepu nocnego po wiadome zakupy bo kierowniczka piętra popija ze swoimi kolegami i nie ma czasu na pierdoły czyli sprzedaż towarów z miejscowego bufetu. Motocykl nocuje na hotelowym parkingu zamykanym bramą. W hotelu jest brak alkoholu bo dyrektor wydał takie zarządzenie. Śniadanie 45Rb, jajka sadzone na kiełbasie (głazunia). Stan licznika 23745 km. Przejechałem 625 km.

 

15 dzień,  18 sierpień,  sobota, 1000. Jadę drogą w kierunku na Briańsk, asfalt nierówny i trochę trzęsie ale krajobrazy fantastyczne i to rekompensuje wszelkie niewygody. Na jednym z mostów korek. To pan młody niósł przez most żonę na rękach a cały orszak pieszy i zmotoryzowany posuwał się w tempie pana młodego. Most miał prawie kilometr długości. Przy drodze stoją liczne stragany ze świecidełkami i kolorowym wyposażeniem domu.

Sobota w południe ale traktorzyści już świętują, orka może poczekać. Częstym widokiem jest tutaj na polu spalony kombajn do koszenia zboża, maszyny mają już swoje lata i przez to dochodzi do awarii.

Mijane wioski mają bardzo starą zabudowę więc dokładnie mogę zobaczyć jak kiedyś mieszkali tamtejsi ludzie. Czas w tym regionie na kresach Rosji zatrzymał się w miejscu.

Droga do Kijowa jest w nie najlepszym stanie. Po południu nadchodzi ulewa którą przeczekuję na przystanku autobusowym. Każdy przystanek autobusowy ma z tyłu toaletę dla kobiet i mężczyzn ale nikt z nich nie korzysta bo w niektórych przybytkach drzewa zdążyły przebić eternitowy dach i sterczą nad tymi oryginalnymi domeczkami.

Na polach mnóstwo szpaków zjadające zboże rozsypane przez nieszczelne kombajny, bociany oczekują na orkę aby spod pługa wyciągnąć jakieś żyjątka. Posterunki DPS kilkadziesiąt kilometrów przed granicą są opuszczone i na niektórych zdążyły wyrosnąć już małe brzozy. Nocleg 6 km od granicy w zajeździe za 500Rb + motocykl 100Rb. Na noc chcą zabrać mi paszport ale kaucja 200Rb załatwia sprawę. Teren zajazdu opanowany przez ludzi pogranicza zajmujących się wiadomo czym.  Stan licznika 24206 km. Przejechałem 461 km.

 

16 dzień,  19 sierpień,  niedziela, 1000. Droga Głowna jest zamknięta z powodu remontu i do Kijowa jedzie się objazdami przez wioski.

 

Oznakowanie dróg lepsze niż w Rosji. Pieresmienka w przydrożnym barze i nie ma co jeść, dobrze że chcą sprzedać kolę. Droga prowadzi koło zamkniętej strefy czarnobylskiej.

Nie mam odwagi pojechać tam aby obejrzeć kolejne miejsce ludzkiej tragedii z czasów komunizmu. W przydrożnym sklepie kupuję napój i ze zdziwieniem stwierdzam, że tu na wschodzie Ukrainy liczydła są w użyciu tak jak w Rosji.

 

Po drodze w mieście przemysłowym gdzie ulice są pełne dziur fotografuję pomnik traktora i  pomnik obrońcy ludu.

Na drodze dojazdowej do Kijowa na poboczu stoją ciężarówki załadowane materiałami budowlanymi przeznaczonymi do natychmiastowej sprzedaży tym co budują domy. Z tych materiałów powstają domy o bardzo miernej architekturze. Można tu kupić również bukiety różnych kwiatów i wiele innych rzeczy przydatnych w domu. Wieczorem jestem Kijowie.

Spacer tradycyjnie, motocyklem po Kijowie przez 2 godziny a potem wyjazd na drogę w kierunku na Lwów. Nocleg w znajomym mi hotelu w Radomyślu 100 km za Kijowem za 50Hr. Pracuje tu człowiek który ma rodzinę we Wrocławiu i w Dzierżoniowie. Tu w restauracji hotelowej też odbywa się  pieresmienka ale można zjeść ciepłe danie. Najlepiej podczas pieresmienki wychodzi im mierzenie wódki w butelkach napoczętych, wódkę przelewają do wyskalowanego plastykowego kubka i zapisują ile jest poczym przez lejek wlewają z powrotem do butelki. Kubek plastykowy po takim pomiarze nie jest wycierany i w połowie pieresmienki ma na dnie i na ściankach już różne gatunki wódek. Jak trafiła się butelka z plastykowym korkiem do którego lejek nie chciał wejść to barmanki nożem zrobiły miejsce na lejek i wódkę wlały do butelki. A mówią, że tylko Polak potrafi, Ukrainka też! Stan licznika 24744 km. Przejechałem 538 km.

 

17 dzień,  20 sierpień,  poniedziałek, 900. Radomyśl przez Sosnowe (dawniej Ludwipol) do Lublina.

 

Miejscowość koło Ludwipola z zapomnianym zabytkiem.

 W Sosnowem jest dom babki mojej żony. Babka 6 lat spędziła z córką na Syberii w Kazachstanie w Kokczetav a potem przyjechała do Lublina. Widać tutaj rękę gospodarza. Domy są odnawiane a w obejściach jest porządek. Wioski mają charakter taki jaki zostawili wysiedleni stąd Polacy. Drogi też pamiętają dawne czasy.

Przekraczanie granicy w Dorohusku to odrębna bajka, czas przekraczania motocyklem 1,5 godziny, samochodem osobowym 10 godzin. Stan licznika 25370 km. Przejechałem 626 km. Jest 2100

 

Podsumowanie: Razem przejechałem 7310 km, lewego kufra nie otwierałem wcale a do prawego zajrzałem kilka razy tylko po to aby wziąć czyste koszulki i schować tam brudne rzeczy. Pomny tego co naczytałem się w Internecie o wojażach po Rosji zabrałem mnóstwo jak się potem okazało rzeczy niepotrzebnych. Mieliśmy nocować w namiotach ale kolega wystraszył się tamtejszej przyrody i dzikości otoczenia. W miastach są super i hipermarkety tak jak u nas, są bazary gdzie można kupić wszystko nawet kałasznikowa. Kultura tamtejszych ludzi jest dla nas egzotyczna tak jak nasza dla nich. Prawdziwa Rosja zaczyna się tuż za pierwszym kolcem czyli kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Moskwy. W czasie mojego pobytu w TV pokazali zamach na pociąg Moskwa – St Petersburg, pęknięcie wodociągu w Nowosybirsku gdzie tryskająca woda powybijała szyby w blokach aż do 2 piętra i zalała wszystkie  mieszkania, wybuch w fabryce w Irkucku gdzie od razu nakazano ludziom pozostanie w domach i nie otwieranie okien, wizytę Prezydenta Putina na poligonie w Czelabińsku gdzie odbyły się wielkie manewry wojskowe pierwszy raz od 1992 roku ( to podali z tygodniowym opóźnieniem). Ludzie masowo hodują kozy.

3 kontrole DPS na Ukrainie w tym jeden mandat 10$, 3 kontrole w Rosji jeden mandat 10$.

DPS to pełna kultura bo ludzie tam młodzi i nie skażeni starym systemem.

To są moje osobiste spostrzeżenia ale ja nie jestem zbyt wymagający od innych w czasie podróży.

Link do strony z większą ilością zdjęć:  http://picasaweb.google.pl/marekrajsz/Syberia?authkey=gOHAtGFKms4

 

Trasa podróży:  zaznaczona kolorem fioletowym, Lublin, Kijów, Charków, Biełgorod, Woroneż, Saratow, Samara, Ufa, Czelabińsk, Jekatierynburg, Perm, Kazań, Niżnyj Nowgorod, Moskwa, Kijów, Równe, Lublin.

 

 

 

 

Spostrzeżenia:

  1. Kapusta morska z morza dalekowschodniego w puszce, niejadalna.
  2. Szprotki w puszce, niejadalne.
  3. W Oczer jest pierwszy sklep samoobsługowy bez liczydeł ale mało w nim klientów
  4. Dominują sklepy spożywcze z liczydłami
  5. W wielu miejscowościach rury z gazem ziemnym prowadzone są na słupkach
  6. Instalacja z wodą do grzewania domów i bloków też jest prowadzona na słupkach
  7. Jest pociąg z Jekatierynburga do Irkucka Nr2 i Nr340 z wagonami bagażowymi (bagażownia z tyłu dworca)
  8. W Oczer będąc na spacerze złapałem wózek z dzieckiem jak toczył się z górki bo babka postanowiła zrobić zakupy w kiosku i pozostawiła wózek na pochyłości, „wot pokatałsia” powiedziała jak przyprowadziłem złapany wózek
  9. Spotkany na stacji paliw taksówkarz z Iżewska pochodzi z Równego, mieszkał w domu po Polakach ale historii wysiedleń nie znał
  10. Mężowi CPN - iarki z Iżewska, Czeczeńcy ukradli w Polsce auto jak je sprowadzał z Niemiec
  11. Zapalniczka żarowa na granicy e/A na weselu robi furorę bo jest silny wiatr
  12. Zabrakło drobnych banknotów w kantorach w Lublinie przydatne (jak wcześniej sądziłem po lekturze innych podróżników) na mandaty w drodze a okazały się niepotrzebne w takiej ilości.
  13. Koszty wyprawy, wymiana: w Rosji 400 €, w Rosji 50 $, mandaty 20 $, z bankomatu 7800 Rb, wiza 500 PLN, ubezpieczenie polskie medyczne 116 PLN na 1 m-c, ubezpieczenie rosyjskie motocykla 1200 Rb na 1 m-c, ubezpieczenie ukraińskie 50 Hr (brak)
  14.  Bank w stylu zachodnim w mieście 40 000 - nym pobudowano w ogródkach działkowych ale można w nim wymienić pieniądze, dojazd dzbanku ścieżka przez ogródki.
  15. Saratowskie baby (tak mówią na kobiety większych rozmiarów) i diewoczki woroneżskije (określenie ładnych dziewcząt), a o Woroneżu tak mówią: Woroneż nie rozbieriosz, kak rozbieriosz nie pajmiosz
  16. Bania to porządny wynalazek i każdy szanujący się gospodarz ma to na swojej działce. Bania zawsze jest tradycyjnie na końcu ogrodu za domem, taki mały domek i ma komin, po tym można ją poznać
  17. Za wskazanie drogi lub inną informację taksówkarze biorą 500Rb, nie korzystałem z tych usług
  18. Zawsze należy poznać warunki pogodowe na trasie przed wyjazdem (prognozy długoterminowe)
  19. Na Uralu po tsunami zmieniła się pogoda na cieplejszą tak twierdziła gospodyni u której mieszkałem.
  20. Zbieracze runa leśnego są wszędzie bo potrafią mieszkać w lesie całe lato.
  21. To samo z rybakami bo rzeki małe też są wszędzie
  22. W hotelu kartka przylepiona na stole: nie kroić nożem jedzenia na stole a w toalecie informacja aby zużyty papier toaletowy wrzucać do wiader a nie do sedesu.
  23. Spotkani ludzie byli gościnni, życzliwi dobrze znali swoje miejsce na ziemi.
  24. Oznakowanie dróg jest raczej symboliczne ale da się podróżować wg znaków, w miastach najlepiej jest jechać powoli aby nie przegapić znaku bo znaki nie są powtarzane
  25. Milicja DPS i służby graniczne w porządku.
  26. Krajobrazy miejscami monotonne ale cieszą oko.

 

Ważne dla kierowców

1.Przejazdy kolejowe głównych linii kolejowych oprócz normalnych rogatek mają wysuwane hydraulicznie z jezdni pancerne zapory uniemożliwiające staranowanie ciężarówką pociągu

2.Na Ukrainie światła na skrzyżowaniach umieszczone są poziomo na linkach nad jezdnią przez co są trudno zauważalne

3.Światła na skrzyżowaniach w Rosji często są pokryte grubą warstwą kurzu i trzeba dobrze przyglądać się jaki kolor aktualnie jest wyświetlany

4.Często światła na skrzyżowaniach są zasłonięte przez rozrośnięte korony drzew i trzeba przed każdym skrzyżowaniem dobrze przyglądać się czy  jest tam sygnalizacja świetlna

5.Drogowskazy przed skrzyżowaniami są tylko raz i trzeba bardzo uważać aby nie przegapić zjazdu bo za skrzyżowaniem nie ma powtórnej informacji w którym kierunku się jedzie

6.Na drogach są tabliczki informacyjne ile kilometrów jest do Moskwy (co 1km)

7.Przed mostami są tablice z nazwami rzek

8.Na przejściach dla pieszych z sygnalizacją świetlną jest wyświetlany czas trwania sygnału zielonego dla pieszych

9.Jeśli na skrzyżowaniu po zielonym kolorze światło żółte miga to należy zatrzymać się przed skrzyżowaniem (miga 3 razy po 1 sekundzie)

10.Na punktach kontroli DPS często są znaki STOP i wtedy należy podjechać do znaku i zatrzymać się na kilka sekund. Obsługa DPS to ludzie wykształceni, kulturalni, młodzi, interesujący się nowinkami technicznymi, obyci z nowoczesną techniką, średnia wieku na oko to 30 lat. Interweniują tylko w uzasadnionych przypadkach. Ich zarobki to ok. 10 000Rb.

11.Dojeżdżając do punktu DPS należy zwolnić do 20km/godz.

12.Aby zatankować pojazd trzeba najpierw otworzyć bak i włożyć do niego pistolet dystrybutora, następnie powiedzieć jakie paliwo będzie tankowane, podać numer dystrybutora, podać ilość litrów paliwa do zatankowania i zapłacić za paliwo. Na niektórych stacjach od razu po zapłaceniu za paliwo następuje samoczynne tankowanie więc pistolet musi być dobrze włożony do baku poza tym pistolet taki nie ma zaworu odcinającego w przypadku napełnienia baku pod korek i reszta paliwa jest wylewana na ziemię.

13. Są stacje paliw, na których można zatankować pełny bak ale trzeba dać gotówkę za cały bak przed tankowaniem, gotówkę wkłada się do wysuniętej przez sprzedawcę szuflady na zewnątrz budynku a po tankowaniu należy szybko zabrać resztę z wysuniętej szuflady bo wiatr może wywiać kasę w pole.

14.Babki handlujące przy drodze żywnością mają rozeznanie gdzie w okolicy można tanio zanocować.